Po miesiącu (całym miesiącu!) starań z mojej strony, do Jakuba wreszcie dotarło, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Kiedy już dotarło, zaprosił mnie na seans filmowy na swoim lapsie i dzieląc się ze mną podrzuconym z domu jedzeniem dla głodujących studentów (pyszne pierogi mojej teściowej, więc od razu zapunktował) obejrzeliśmy to:
"Źródło" Darren Aronofsky
Wiem, że wiele osób uważa ten film za ckliwy albo pozbawiony sensu, ale ich nie rozumiem, bo ja uwielbiam "Źródło". Przy każdym seansie pochłania mnie całkowicie jego przejmujący klimat, potęgowany przez najlepszą na świecie ścieżkę dźwiękoą od Clinta Mansella.

Drugi tytuł (w zupełnie innym nastroju), którym Hajkuś mnie zbajerował, i to siłą rzeczy na dłużej, bo i odcinków dużo to:


Wspomnę jeszcze jednego z moich ulubieńców, burmistrza Westa, który wytaplał się w chemikaliach, żeby zyskać super moce i dostał raka :D ("Stupid? Yes.").
Absurdalny humor "Family Guya" pewnie niektórym nie odpowiada, mnie rozwala na łopatki :D.
Podzieliłam się z Wami częścią mojej historii i byłoby mi miło, gdybyście powspominali, co Wy oglądaliście po raz pierwszy razem ze swoją drugą połówką :). Czekam na Wasze komentarze!
Jeśli podobał Ci się artykuł, zachęcam do polubienia PatrzJakiFilm na FACEBOOKU, gdzie dzieje się jeszcze więcej ;).